Patron Porucznik Pilot Franciszek Surma

 

PORUCZNIK PILOT FRANCISZEK SURMA - bohater z Gołkowic

Na tej stronie pragniemy przybliżyć sylwetkę naszego lokalnego bohatera. Bohaterem tym co zapowiada już tytuł artykułu, jest porucznik Franciszek Surma z Gołkowic odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, trzykrotnie Krzyżem Walecznych oraz brytyjskimi Medalami i Oznakami Lotniczymi.
Franciszek Surma urodził się 1 lipca 1916 r. w uroczym zakątku Gołkowic – Głęboczu jako dziesiąte dziecko Franciszka i Tekli Surma. Początkowo uczęszczał do Szkoły Powszechnej w Gołkowicach .
W 1928 r. rodzice oddali go do Gimnazjum w Żorach. Patriotyczne wychowanie w żorskim gimnazjum, legenda powstań śląskich sprawiły, że młody Franek swoją dalszą edukację wiązał z wojskiem. Po IV klasie Franciszek Surma zostaje przyjęty do Szkoły Kadetów. Kategorię A otrzymał 31 sierpnia 1936 r., został wpisany do polskich Sił Lotniczych i wstąpił do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Osiągał znakomite wyniki w szkoleniu i w kwietniu 1939 r . otrzymał stopień st. sierżanta. W lipcu 1939 r. otrzymał srebrnego orzełka i został skierowany do jednostki lotniczej w Krakowie.
We wrześniu 1939 r. już jako podporucznik walczył w 121 Eskadrze Myśliwskiej 2 Pułku wspierającej działania Armii „Kraków’’. Nie wiadomo dokładnie jak wydostał się z okupowanej Polski ,prawdopodobnie do Anglii dotarł przez Rumunię, Syrię i Francję. Tam został skierowany do Szkoły Myśliwców celem przeszkolenia na myśliwcach Hawler Hurricane. Po przeszkoleniu został przydzielony do 151 Dywizjonu Myśliwskiego.
Dnia 30 sierpnia 1940 r. brał już udział w walce RAF- u przeciwko 300 niemieckim bombowcom, w której zestrzelił jednego z nich. We wrześniu został przeniesiony do 607 Dywizjonu Myśliwskiego, natomiast w październiku został skierowany do 257 Dywizjonu Myśliwskiego 31 października 1940 r. bitwa o Anglię dobiegła końca.Młodzi piloci dokonali niezwykłych czynów w obronie tej ziemi. Pod koniec 1940 r. Franciszek Surma został skierowany do 242 Dywizjonu Myśliwskiego w Marlesham, gdzie w okresie 2 miesięcy odbył 17 lotów patrolowych nad kanałem La Manche. W marcu 1941 r. został skierowany do 308 Dywizjonu Myśliwskiego, w którym zginął jego serdeczny przyjaciel z Moszczenicy , Ryszard Koczor. W czerwcu Dywizjon ten (308) przeniósł się do Hiltbotton. 28 października 1941 r. z rąk gen. Władysława Sikorskiego został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. 8 listopada 1941 r. Franciszek Surma uczestniczył w niezwykle trudnym locie bojowym eskortującym bombowce do Lille we Francji, z którego już nie powrócił do bazy. Został zestrzelony nad Dunkierką. Nigdy nie znaleziono jego ciała – dno kanału La Manche to jego grób. Tak przedstawia się w dużym skrócie historia życia Franciszka Surmy, którą należałoby godnie i trwale zapisać w naszym środowisku, tak jak trwale zapisaliśmy pamięć o bohaterach powstań śląskich.


 Miejsce Urodzenia

Franciszek Surma, któremu na chrzcie nadano imię ojca, urodził się 1 lipca 1916 r. w uroczym zakątku Głębocz-obecnie dzielnicy Gołkowic, nad rzeką Szotkówką, jako dziesiąte dziecko rolników Franciszka Surmy i Tekli Surmy z domu Wodeckiej, wywodzącej się z pobliskich Łazisk, w dawnym powiecie rybnickim. Przed nim urodzili się w kolejności: Anna, Karol, Jadwiga (zmarli jako dzieci), Maria, potem zamężna za Ledwonia a następnie jako wdowa za Wieczorka, Jan Surma -później żołnierz armii pruskiej w 1 wojnie światowej, Franciszka zamężna Rosik, której trzech synów wcielonych do Wehrmachtu wojnę przeżyło, a ona prawie w dniu wyzwolenia zginęła pod bombami we własnym domu, Paweł Surma -jako jedyny z tej rodziny uczestnik powstań śląskich (zmarł już po 2 wojnie), Elżbieta zamężna Morcinek urodzona w 1908r.(zmarła w 1996r.), Otylia zamężna Paszek -urodzona w 1912r., która jako jedyna jeszcze żyje. Jako ostatni w tej rodzinie urodził się Franciszek Surma. Początkowo uczęszczał do szkoły powszechnej w Gołkowicach, której nauczyciel powiedział do ojca: "nie zostawcie tego synka bo jest bardzo zdolny". 

Rodzice Franciszka Surmy -Tekla i Franciszek Surma

Z relacji siostry Otylii wynika, że Franek był dzieckiem żywym, ale posłusznym i chętnym do pracy. "Jak ze mną krowy pasł i trzeba było krowę zawrócić, zawsze chętnie leciał i mi pomagał"-wspomina jego siostra.

 Zdjęcie rodzinne -ślub siostry Franciszka Surmy -Otylii, Gołkowice 1935 r.

Kadet Franek Surma jako ojciec chrzestny -lata 30.


Lata Szkolne

W 1928 r rodzice oddali Franciszka do Gimnazjum w Żorach tego samego, które ukończył Franciszek Ranoszek. Z tego okresu zachowało się świadectwo ukończenia w 1929 r., z wynikiem dobrym, I klasy Gimnazjum, kilka zdjęć Franka Surmy przedstawiających go między innymi jako ucznia IV klasy. Patriotyczne wychowanie w Żorskim Gimnazjum, legenda powstań śląskich sprawiły, iż 13-letni Franek swoją dalszą edukację wiązał z wojskiem. Jeszcze jako uczeń czwartej klasy gimnazjalnej, w 1932 r. uczestniczył w dwóch liczących się dla niego wycieczkach do Częstochowy i Krakowa z klasy Edwarda Brandysa-później również żołnierza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Po czwartej klasie Franciszek Surma zostaje przyjęty do Szkoły Kadetów. Liczne zdjęcia Franciszka Surmy w mundurze kadeta w czasie różnych uroczystości rodzinnych w Gołkowicach wskazują na jego przywiązanie do Śląska i śląskich tradycji rodzinnych.W 1938 r. Surma legitymuje się bardzo dobrymi wynikami w szkole i znakomitym zdrowiem. Rozpoczyna służbę w lotnictwie wojskowym. Dalsza droga tego młodego Ślązaka została odtworzona przez Dilipa Sarkara w jego jakże cennej książce. 31 sierpnia 1936r. Franciszek Surma został wpisany do Polskich Sił Lotniczych i otrzymał kategorię A. Następnie wstąpił do Szkoły Podchorąży Lotnictwa w Dęblinie. Osiągał znakomite wyniki w wyszkoleniu i w kwietniu 1939 r. otrzymał stopień st.sierżanta. Szefem szkolenia w Dęblinie był wówczas Józef Szlagowski, który później, w czasach bitwy o Anglię latał w RAF-ie na Spitfire-ach w 303 Dywizjonie Myśliwskim. 

Pierwsza klasa Gimnazjum w Żorach 1928/29
(ostatni rząd -drugi od prawej Franciszek Surma).

W lipcu 1939 r. dwa miesiące przed wybuchem wojny otrzymał srebrnego orzełka (gapę) i został skierowany do Krakowa. To wtedy, tuż przed wybuchem wojny, poleciał pożegnać się z rodziną. We wrześniu 1939 r. walczył w 121 eskadrze Myśliwskiej 2 Pułku Lotniczego, wspierającej działania Armii ,,Kraków". Dnia 8 września został awansowany na podporucznika. Leży przede mną różowa legitymacja: ,,Komendy bazy Nr.2" oznaczona nr 9 na nazwisko już ,,ppor. sł. stałej, pil. 2 p. lotu" wydana 2 października 1939 r.

Legitymacja pilota Franciszka Surmy -1939 r.


Anglia

Wokół wydostania się Franciszka Surmy z okupowanej Polski krążą w rodzinie różne wersje. Z cytowanej już książki Dilipa Sarkara wynika, iż ppor. Surma przez Rumunię, Syrię i Francję dotarł do Anglii, gdzie został skierowany do formacji Szkoły Myśliwców (OTU) w Sutton Bridge, celem przeszkolenia na myśliwcach Hawler Herricane. Już wtedy polskie Dywizjony Myśliwskie 302 i 303 spisywały się doskonale. Kwalifikacje i los zrządziły, iż Franek Surma należy do tych polskich lotników, którzy brali udział w osławionej bitwie o Anglię.

Legitymacja RAF-u por. Franciszka Surmy.

Przydzielony został najpierw do 151 Dywizjonu Myśliwskiego w North Weald. Dywizjon ten był sformowany w 1946 r. i wówczas był wyposażony w dwusilnikowe myśliwce typu Gauntlet, które w 1938 r. zostały zastąpione myśliwcami Hurricane.W maju 1940 r. Dywizjon ten został skierowany do walk we Francji. Pierwszy lot bojowy F.Surmy w tym dywizjonie miał miejsce 25 sierpnia 1940 roku.28 sierpnia Dywizjon 151 wykonał loty bojowe nad Anglią i loty patrolowe nad Londynem. Dnia 30 sierpnia rano nastąpił zmasowany atak ponad 300 niemieckich bombowców na lotniska Beggin Hill, North Weald, Kenley i Debden. Surma uczestniczył w tej walce, starł się z niemieckim Heinklem, który spadł do morza i uznano za prawdopodobne jego zestrzelenie przez Surmę. W tej walce został zestrzelony i zginął 25- letni polski pilot Feliks Bmur na Hurricane R 4213. Polscy piloci Surma, Orzechowski i Gmur należeli do pierwszych Polaków, którzy uczestniczyli w akcjach RAF-u , ale także należeli do pierwszych ofiar.

"Szczęśliwego lotu" -Anglia 1940/41 (od lewej Franciszek Surma).

W trakcie walk i lotów patrolowych nad Rochford Dywizjon 151 stracił 11 pilotów. Okrutna była ta bitwa o Anglię. Pochłonęła tyle ofiar. Polscy piloci z dala od swej Ojczyzny ginęli w bezpośredniej walce, w lotach bojowych i ćwiczebnych czy patrolowych.10 września Surma i jego kolega Orzechowski zostali przeniesieni do 607 Dywizjonu Myśliwskiego ,, Hrabstwa Durham". Pierwszy swój lot bojowy w tym z kolei Dywizjonie Surma odbył dnia 14 września, po którym uczestniczył w walkach latając dwa i więcej razy dziennie. Jak podaje Dilip Sarkar, dnia 26 września nastąpił zmasowany atak około 30 Junkersów 88, za którymi leciała eskorta myśliwców Messerschmitt 109-na Whitby, Coventry, Southampton i Portsmouth. 

Por.pilot Franciszek Surma (z lewej strony) ze swoją wojenną maskotką.

 Ppor.Surma należał do wybijających się pilotów i zastrzelił wówczs ME 109 nad morzem koło Portsmouth. Z zapisu Surmy cytowanego w książce pana D.Sarkara: ,,Pod sobą zaboczyłem Messerschmitta 109, a nad sobą Junkersa 88 s. Leciałem za nimi w odpowiedniej odległości i kilka mil od St.Catherine's Point z odległości 100-140 jardów, oddałem kilka strzałów w ogon nieprzyjacielskiego samolotu ME 109, który natychmiast wpadł do wody ". Ppor.Franciszek Surma należał do tych polskich pilotów, którzy walczyli w bardzo wielu brytyjskich dywizjonach. 21 pażdziernika został skierowany do 257 Dywizjonu Myśliwskiego ,, Burma" również stacjonującego w North Weald, a 26 tego miesiąca już odbył swój pierwszy lot bojowy w tym Dywizjonie. 28 października, w trakcie dwóch silnych ataków Luftwaffe, Surma lecąc na Hurricane P 3893 stoczył nierostrzygnietą walkę z He 111 nad Romney i Folkestone. Następnego dnia, 29 października nastąpił silny atak niemiecki na lotnisko w North Weald. Według kapitana Petera Brotersa, dowódcy skrzydła, który w momencie ataku siedział w mesie, to co się wtedy rozegrało było istnym piekłem : ''Dwanascie Hurricanów z 257 Dywizjonu opuściło North Weald, aby powstrzymać napastników. Jak tylko samoloty wzniosły się w powietrze, pas startowy został zbombardowany przez około 12 niemieckich ME 109 s, które nadleciały z południowego wschodu. Dalszych 12 samolotów wroga atakowało lotnisko z północy. W momencie kiedy sierżant Girdwood wzniósł się nad ziemię, bomba eksplodowała nad nim i samolot został wyrzucony w powietrze i trafiony odłamkami. Samolot stanął w płomieniach a pilot się spalił. Podporucznik Surma zobaczył spadające bomby, kiedy już jechał pasem startowym. Bomba eksplodowała z jego lewej strony, ale wzbił się w powietrze. Zdążył jeszcze zauważyć 4 samoloty nieprzyjacielskie lecące nad hangarem, a z prawej strony kilka Hurricanów. Kiedy wzniósł się na wysokość 3000 stóp usłyszał eksplozje w kokpicie, który wypełnił się białym dymem. Samolot zanurkował i zaczął gwałtownie tracić wysokość. Na wysokości 1000 stóp Surma wyskoczył na spadochronie i wylądował koło zajazdu w Mathing. Obrona cywilna po stwierdzeniu, że jest Polakiem a nie Niemcem, odwiozła go do macierzystego lotniska."Szczęśliwe uratowanie się Surmy zostało opisane w biografii Stanforda-Tucka ,,Fly for Your Life"(Lot za wasze życie )Larry Forrestera.Dzięki temu, iż Surma latał w angielskich dywizjonach, wielu jego angielskich kolegów dzieliło sie wspomnieniami o tym dzielnym Polaku .Opowiada kapitan Stanford-Tuck:,,Znałem dobrze Franka Surmę. Był wspaniałym facetem-ale szalonym. Był także lojalny i wierny. Obaj urodziliśmy się tego samego dnia-1 Lipca 1916 roku''. 31 października 1940 roku bitwa o Anglię dobiegała końca.Kraj zdawał sobie sprawę, że młodzi piloci dokonali niezwykłych czynów w obronie ojczyzny. Wówczas w Winston Churchill oddał im cześć wypowiadając swoje słynne słowa :,,Nigdy jeszcze w czasie konfliktu tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak niewielu". Cena jaką płacili nasi piloci była bardzo wysoka.W wydanej w 1957 roku nakładem Wydawnictwa ,,Śląsk " książce,,Spitfire"-wspomnienia lotnika myśliwca, jej autor Tadeusz Schiele dzieląc się relacjami z tamtych zmagań, dokonał przerażającego ustalenia: średnia życia przeciętnego polskiego pilota myśliwskiego wynosiła w tamtym okresie parę tygodni. Co przeżywali wtedy ci młodzi piękni chłopcy, jaka musiała być wtedy u nich determinacja i wola walki. Ich Ojczyzna okupowana przez III rzeszę przeżywała największy dramat w swojej historii. W spadku po Franciszku Surmie znalazłem pisaną przez niego kartkę z napisem na pierwszej stronie ,,A REAL FOUR LEAF CLOVER to bring you GOOD LUCK". Wewnątrz charakterystycznym kobiecym pismem For you... Do tego swoistego listu przypięta na wstążce czterolistna koniczynka. 2 listopada, kiedy 257 Dywizjon patrolował Maidstone, Hurricany wypędziły do Francji 12 ME 109, ale ich nie zniszczyły. 5 listopada Dywizjon był nad Ashford. Trzy dni póżniej Surma patrolował ze swoim Dywizjonem Linię Rochford, a następnie ochraniał konwój statków. 15 i 17 listopada Surma uczestniczył w lotach patrolowych Dywizjonu 257.

Następnie został skierowany do 242 Dywizjonu Myśliwskiego stacjonującego na małym lotnisku w Marlesham, w południowo-wschodniej Anglii, które było idealnym miejscem do ochrony konwojów przez kanał w czasie zimy 1940/1941. W tym czasie jego najbliższy przyjaciel zza miedzy ppor. pil. Ryszard Kaczor walczył w składzie 308 Dywizjonu Myśliwskiego ,,Krakowskiego" i w dniu 4 grudnia 1940 r. ginie na samolocie Hurricane. Inny przyjaciel ,,zza miedzy" por. pil. inż. Karol Ranoszek już wcześniej bo w kwietniu-maju 1940 r. został jako więzień starobielska zamordowany. Co wtedy przeżywa tak bliski przyjaciel siadając za stery swego bojowego samolotu? Ogarnia go rozpacz, czy chęć pomszczenia śmierci? Pozostała bezpardonowa walka choć nad brytyjską ziemią, nad kanałem La Manche, w obronie Wielkiej Brytanii, to przecież o pewne uniwersalne wartości ludzkie: wolność, wolność człowieka i sponiewieranej, deptanej przez okupanta własnej Ojczyzny - Polski.


 Pożegnanie

Była to ostatnia środa przed wybuchem II wojny światowej. Dzień był pogodny. Nagle nad piękną wioskę Gołkowice w byłym powiecie rybnickim nadleciały dwa polski myśliwce. Zatoczyły koło nad domem Surmów. Leciały nisko, tak nisko iż niemal ocierały się o szczyt gałęzi rosnącej obok domu potężnej lipy.Za sterami jednego samolotu siedział sierżant podchorąży pilot Franciszek Surma,a drugiego również podchorąży pilot Ryszard Koczor wywodzący się z pobliskiej Moszczenicy.Cała rodzina Surmów wyległa na podwórze, obserwując jak ich Franek Surma zatacza poraz trzeci koło nad ich domem, żegna wyciągniętą ręką i przechyleniem skrzydła samolotu, a potem prostopadłymi, przecinającymi się lotami tworzy krzyż i oddala się w kierunku Krakowa. Jeden miesiąc wcześniej, w lipcu 1939 roku Franek Surma wraz z Ryszardem Koczorem, gościli na odpuście w Gołkowicach (kościół był pod wezwaniem świętej Anny) i oficjalnie zapraszali rodziny do Dęblina na uroczystości oficerskich promocji planowanych na wrzesień. Zamiast uroczystości była już we wrześniu ta straszna wojna,z której ani Franek,ani jego przyjaciel Rysiek Koczor z Piosków w Moszczenicy nie wrócili-mówi to do mnie z jakąś pełną godności powagą- stara Ślązaczka, 88-letnia Otylia Paszek, rodzona siostra jednego z 41 asów polskiego lotnictwa wojskowego por.pilota Franciszka Surmy z Gołkowic. O widzi pan tę lipę-gdy Franek przelatywał ona się cała zatrzęsła, jakby ją miało wyrwać.On na pewno wiedział, że już tu nigdy nie wróci.Niech pan wejdzie do domu bardzo proszę.Duża, schludna, śląska kuchnia.W rogu wysoko zasłane łóżko nad którym wiszą- jak to na Śląsku-obrazy o treści religijnej. Zaczynam pytać o rodowód jej brata, jakim był, jakim go zapamiętała, co po nim pozostało. Zostały mi po nim o te pamiątki-pani Otylia przynosi mi z pokoju srebrną szkatułkę,dokumenty, w tym różne zdjęcia księgę, pamiątkową oraz w twardej okładce starannie wydaną książkę Dilipa Sarkara"The Invisible Thread: A Spitfire's Tale"- nadesłaną z Anglii. Otwieram wieczko srebrnej szkatułki. Jest pełna odznaczeń. Wyciągam srebrny Order Wirtutti Militari z już wystrzępioną, charakterystyczną dla tego orderu wstążką i kładę na białym, haftowanym obrusie na stole, potem oryginalny, tam za walki nadany, Krzyż Walecznych z dwoma metalowymi paskami na wstążce-dowodzącymi, iż tym Krzyżem Franciszek Surma został trzykrotnie odznaczony, wreszcie odznaczenie brytyjskie:Lotniczy Zaszczytny Krzyż D.F. -jedno z najwyższych odznaczeń brytyjskich i inne odznaczenia.

Otylia Paszek- siostra Franka Surmy z orderami swojego brata.

Biorę doręki Krzyż Virtuti Militari - najwyższe,najbardziej cenione wojenne wyróżnienie w Polsce i oczyma wyobraźni widzę pełną skupienia twarz młodego porucznika pilota Surmy,gdy do jego munduru to właśnie odznaczenie,ten konkretny Krzyż, przypina Naczelny Wódz i Premier RP na obczyźnie gen.Władysław Sikorski.Było to 28 października 1941r.

Ordery nadane Franciszkowi Surmie.

Osiem dni po tym,gdy 308 Dywizjon Myśliwski Krakowski został zaatakowany przez ogromną grupę Messerschmittów 109s w czasie niezwykłej walki,już wtedy porucznik pilot Franciszek Surma na swym Spitfirze zestrzelił dwa niemieckie samoloty,a następnie wdał się jeszcze w pasjonującą,na śmierć i życie,walkę z trzecim Me 109,w której trafił na równego sobie,wytrawnego pilota Luftwaffe.Ta walka nie został jednak rozstrzygnięta. Wobec ograniczonego paliwa piloci odlecieli każdy w swoim kierunku.Dziesięć dni po dekoracji,8 listopada 1941r. Franciszek Surma w 308 Dywizjonie dowodzonym przez znakomitego pilota-asa polskiego lotnictwa mjr.Mariana Pisarka,uczestniczył w niezwykle trudnym locie bojowym eskortującym bombowce do Lille we Francji, z którego już nigdy nie powrócił.Został zestrzelony nad Dunkierką.Nigdy nie odnaleziono jego ciała... Zginął mając za sobą udział w walkach od pierwszych dni napaści hitlerowskiej: w 121 eskadrze myśliwskiej 2 Pułku Lotniczego,wspierającej działania wojsk Armii "Kraków".W Bitwie o Wielką Brytanię:w składzie 151 Dywizjonu Myśliwskiego; 605 Dywizjonu Myśliwskiego ;hrabstwa Durham"; 257 Dywizjonu Myśliwskiego "Burma"; 242 Dywizjonu oraz tego ostatniego 308 Dywizjonu Myśliwskiego ,, Krakowskiego''.Ze sterty wyłożonych na stole dokumentów wystaje list oznaczony datą 30/10/89 zatytułowany "Droga Pani Otylio". Jego autor Dilip Sarkar z Anglii powiadamia, że "Historia Franka była przedstawiona na wystawie w 1988 roku. Przez 4 miesiące wystawę zwiedziło 10.075 osób..." Dalej pisze, że Franciszkowi Surmie postawiono pomnik ,i że "ten pomnik ku czci Franka jest pierwszym pomnikiem tu w Anglii ku czci indywidualnego Polskiego Pilota Myśliwskiego... My tu z radością lubimy myśleć, że kamień ten ku czci Franka przedstawia naszą wdzięczność i nasz hołd dla wszystkich Polaków członków polskich Sił Zbrojnych, którzy stracili swoje życie walcząc o wolność i sprawiedliwośc od 1939 r. aż do 1945 r." Franciszek Surma - jako pierwszy polski pilot, uhonorowany pomnikiem w dalekiej Anglii jest zupełnie nieznany nie tylko w Polsce, ale nawet na swym rodzinnym Śląsku.

W spisie Asów Polskiego Lotnictwa Wojskowego ( Przegląd Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej nr 4/93) figuruje wśród 41 polskich lotników wpisanych do tego jedynego w swoim rodzaju panteonu, ale bez podania miejsca urodzenia , szkoły podstawowej i średniej do której uczęszczał,ani rodziny z której się wywodzi ,ani też miejsca zamieszkania przed owym wyborem,którego jako młody Ślązak dokonał, ani też jego krótkiej, ale jakże wspaniałej żołnierskiej drogi.Więc o nim tam ,w Anglii ,niż tu w rodzinnym kraju-Ojczyźnie , o której wolność walczył, między innymi, w opiewanym w literaturze i filmach Bitwie o Anglię. Wspaniały, młody Anglik Dilip Sarkar , urodzony 20 lat po ostatnim locie Franciszka Surmy,w 50 lat później opisał dzieje jego służby ,zidentyfikował niemieckiego pilota , który zastrzelił Surmę. Dilip Sarkar w ten sposób zaprzeczył pokutującym w Polsce mniemaniom , iż Anglicy nie zwykli dzielić się z kimś innym zasługami bojowymi w II wojnie światowej.Postacią Franciszka Surmy interesowałem się od lat.Garść informacji udzielił mi najwybitniejszy lotnik II wojny światowej gen. Stanisław Skalski oraz Andrzej Janczak z Warszawy.Portret Franciszka Surmy w mundurze sierżanta podchorążego pil.lotnictwa tuż po wojnie wisiał jeszcze na ścianie mieszkania domu mej ciotki zamężnej za Pawła , brata tego bohatera.Już w książce "Ślązacy" (1987 r.)pragnąłem go w niej zamieścić .

Tego zdjęcia jednak nie odnalazłem. Z braku źródeł napisałem jedynie iż z Gołkowic wywodzi się ppor.Franciszek Surma.Odczułem potrzebę powrotu do tej niezwykłej i zapomnianej postaci przy wydawaniu tej książki .Upomniał się , jak gdyby o swą pamięć poprzez tamtą zapomnianą fotografię ,którą zapamiętałem przed 55 laty jako mały chłopak .W poszukiwaniu tego portretu oraz źródeł dotyczących Surmy zaangażowałem wiele osób: emerytowaną profesor Liceum Ogólnokształcącego w Żorach - córkę Alojzego Murasa - więźnia Starobielska potem żołnierza Andersa , autorkę monografii o Żorskim Gimnazjum, Jana Musioła w Jastrzębiu, panią Urszulę Santarius z Urzędu Gminnego w Godowie , siostrę mego bohatera Otylię i jego bratanka Jana . W rezultacie dotarłem do osób,miejsc , źródeł , a nade wszystko do wspomnianej już książki Dilipa Sarkara - owej skarbnicy wiedzy o tych, którzy uratowali Anglię, być może przed hitlerowską skuteczną inwazją. W dniu 22 lutego 2000 r. jadąc przez centrum Gołkowic, ulicą Sobieskiego wjechałem w malowniczy zakątek Głębocza nad rzeką Szotkówką, gdzie urodził się Franciszek Surma.

Obok starych zabudowań gospodarczych stoi nowy piętrowy dom.Na tej ojcowiźnie mieszka bratanek Franka -Jan (Erwin ) Surma.To dziwne,ale ta potrzeba fizycznego dotarcia do miejsca urodzenia mojego bohatera doprowadziła do zadziwiającego odkrycia:oto w tym domu dostrzegłem zapamiętany z dzieciństwa portret sierż.podch.Franciszka Surmy.


 Okoliczności śmierci

Franciszek Surma, wraz ze swym Dywizjonem, 8 listopada 1941 r. brał udział w locie bojowym w eskorcie bombowców do Lille we Francji, na samolocie Spitfire AB930. Nie powrócił do bazy. Został zestrzelony nad Dunkierką. Nigdy nie odnaleziono jego ciała, tak jak wielu innych polskich lotników. Obliczono, iż zginęło ich 2408, w tym wśród 1241 nazwisk odnajdujemy również por. pil. Franciszka Surmę na zbudowanym w Northolt pomniku poświęconym poległym polskim lotnikom. Po wojnie w 1947 r. rodzina Surmów została powiadomiona przez Polski Czerwony Krzyż, iż nadszedł depozyt po Franciszku Surmie : odznaczenia, różne dokumenty, listy i ta mała, prostokątna karteczka zadrukowana w języku angielskim - CERTIFICATE OF DEATH - czyli dokument zgonu por. Franciszka Surmy , którego grób to dno Kanału la Manche, ani w rodzinie, ani w rodzinnej miejscowości nikt nie obnosił się jego bohaterstwem. Rodzina przyjęła z właściwą Ślązakom pokorą taki los, który przecież był rezultatem jego wyboru, wyboru jakiego ten młody Ślązak dokonał, obierając służbę Polsce.

Angielski dokument zgonu Franciszka Surmy.


Współcześni o Franciszku Surmie

Wydawało się, iż powojenny stosunek do Polaków walczących na Zachodzie, nieubłagane prawo odchodzenia całych pokoleń - całkowicie zatarły pamięć o por. Franciszku Surmie, jednym z asów polskiego lotnictwa wojskowego. Wspomina skromnie jego jedyna żyjąca siostra Otylia Paszek - kiedyś obiecali mu ulicę, ale potem zapomnieli o nim. Jeden, i to nie Polak, nie zapomniał o nim, Anglik Dilip Sarkar, kilkadziesiąt lat od pamiętnego wydarzenia, kiedy młody jeszcze wtedy podporucznik Franciszek Surma, oszczędzając być może wiele istnień ludzkich, ryzykując życiem, wyprowadził swojego Spitfira R6644 poza miasto Malvern - rozpoczął niecodzienną przygodę z historią. 

Dilip Sarkar (w mundurze policyjnym).

Losy Franciszka Surmy i jego Spitfira R6644, który roztrzaskał się w pobliżu miast Malvern, jego odwaga i poświęcenie tak zafascynowały Dilipa Sarkara, oficera policji z Malvern, że postanowił opisać jego dzieje w czasie Bitwy o Anglię. Poszukiwania Spitfira i pilota Surmy, który stracił życie nad Kanałem la Manche dokładnie 6 miesięcy po tym, jak szczęśliwie opuścił swój samolot nad Madresfield, zajęły mu 4 lata i zaowocowały wydaniem w 1992 r. książki The invisible Thread : A. Spitfire`s Tale (Niewidzialny ślad. Opowieść o Spitfirach). Wcześniej jadnnak, bo w 1986 r. wraz z przyjacielem Andrew Long założyli Stowarzyszenie Spitfira z Malvern - organizację zajmującą się badaniami historycznymi i zbieraniem środków na cele charytatywne. Dzisiaj Stowarzyszenie liczy kilka tysięcy członków, wśród nich wielu krewnych lotników, którzy walczyli i wygrali Bitwę o Anglię. Dzięki jego poszukiwaniom został odkryty wrak samolotu R6644, co zostało podane do publicznej wiadomości i stało się wydarzeniem, które przyciągnęło tysiące ludzi oraz zainteresowanie Stowarzyszenia Lotników Polskich. W piątek 12 września 1987 r.,szarego, wietrznego i deszczowego dnia, staraniem członków "Stowarzyszenia" kilka jardów od miejsca katasrofy samolotu R6644 w Madersfield koło Malvern został postawiony granitowy kamień dla uczczenia pamięci por. Surmy. Ponad 600 osób wzięło udział w uroczystości odsłonięcia pierwszego indywidualnego pomnika poświęconego polskiemu pilotowi dywizjonu myśliwskiego w Wielkiej Brytanii.

Uroczystości w Malvern - lata 90 (Dawni towarzysze walki Franciszka Surmy).

Dowódca dywizjonu Martel powiedział, że czuje się zaszczycony zaproszeniem na uroczystość i jak nieprawdopodobne wydaje się to, że tak wielu ludzi uczestniczy w uroczystości poświęconej pamięci polskiego pilota, którego nigdy w życiu nie spotkali. I dodam na zakończenie, że motto stowarzyszenia Spitfira z Malvern "Legenda wciąż żyje" jest prawdą. W 1988r zorganizowano trwającą 4 miesiące wystawę , w której przedstawiono historię Franciszka Surmy. Po kilku latach poszukiwań, Dilip Sarkar odnalazł rodzinę Surmy w Polsce i zaczął z nią korespondować a następnie 18 października 1992r przesłał im swoją książkę z dedykacją : "Rodzinie Surmy, ku pa mięci Franka, z najlepszymi życzeniami Dilip Sarkar i rodzina Sarkarów w Angli". Drugi taki egzemplarz przekazał społeczności Gołkowic, który znajduje się w zbiorach miejscowej biblioteki. Ta książka to nie tylko historia Spitferów, ale i godna szacunku i naśladowania postawa współczesnego człowieka wobec losów innych, jakże często zapomnianych, którym jesteśmy winni co najmniej pamięć. Autor tę pamięć o Franciszku Surmie z odległych niezapomnianych Anglikom Gołkowic przywraca poprzez relację dawnych towarzyszy walk, nadając swej książce jakże cenne walory dokumentu, którą czyta się jednym tchem. Pragnie uchwycić wszystkie możliwe szczegóły ostatniego lotu bohatera, cytując wypowiedzi tych, którzy w tamtych latach byli razem z Surmą. Oto przytłoczone w książce relacje ppłk. Jerzego Popławskiego: "Nie sądzę, że mogę coś dodać do pana tak dobrze udokumentowanej historii. Mogę jednak powiedzieć, że 8 listopada 1941 r. Dywizjon 308 miał za zadanie eskortować bombowce do Lille we Francji. Cały lot trwał 1 godz. 55 min. Sądzę,że Spitfire Surmy został zaatakowany przez przynajmniej jednego Messerschmittta 109. Atak niemiecki był tak intensywny,że zaskoczył nas swoją intensywnością. Próbowaliśmy mu towarzyszyć, ale dobrze pamiętam otrzymałem ostrzeżenie od dowódcy dywizjonu "skręć w lewo", co uczyniłem. Było oczywiste, że nadleciało więcej Me 109, żeby mnie zaatakować, ponieważ zabrakło mi paliwa nie mogłem się tu dalej kręcić. Dlatego nie wiedziałem co stało się z Surmą ani z Me 109, który zaatakowałem".

Okładka książki Dilipa Sarkara

"Pomnik ku czci por. pil. Franciszka Surmy, przed którym każdego roku 8 listopada składane są kwiaty".

 


Źródła: 
dr Józef Musioł

Ludzie tej Ziemi, 1974 Warszawa
Ludzie tej Ziemi, wydanie II poszerzone, Warszawa 1980
Od Wallenroda do Kordiana. Dramatyczne Ślązaków Wybory, Katowice 
2018  Szkoła Podstawowej im. Porucznika Pilota Franciszka Surmy w Gołkowicach  globbers joomla templates